Interpelacja w sprawie sytuacji szpitali klinicznych akademii medycznych na przykładzie Centralnego Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej w Warszawie - ponowna

   Szanowna Pani Minister! Odpowiedź pana ministra Macieja Piroga na moją interpelację w sprawie sytuacji szpitali klinicznych akademii medycznych budzi zdumienie i niepokój. Odpowiedź ta nie jest bowiem dokumentem przygotowanym przez przedstawiciela organu założycielskiego wyższych uczelni medycznych w Polsce, rozumiejącego w pełni zadania tych uczelni w systemie edukacyjnym państwa i roli, jaką szpitale uniwersyteckie mają do spełnienia w procesie nauczania przed- i podyplomowego lekarzy, nie tylko w naszym kraju zresztą, oraz w kształtowaniu tego, co zwie się postępem w medycynie. Przesłane na moje ręce wyjaśnienia są raczej wyjaśnieniami rzecznika prasowego regionalnej kasy chorych, instytucji, która nie tylko nie ma nic do zadań pracy uczelni, ale pogrążona w znanych kłopotach finansowych i organizacyjnych nie jest, delikatnie mówiąc, zainteresowania finansowaniem i wspieraniem pracy szpitali klinicznych. Wystarczyłoby sięgnąć do odpowiednich ustaw i dokumentów, aby wiedzieć, że polskie szpitale kliniczne podobnie jak szpitale uniwersyteckie w całym świecie mają za zadanie naczelne nauczanie studentów (system szkolenia przeddyplomowego), szkolenie kadry lekarzy specjalistów, w tym także lekarzy rodzinnych, oraz prowadzenie i nadzorowanie systemu ustawicznego doskonalenia lekarzy zgodnego z ogólnoświatowym postępem wiedzy medycznej (system kształcenia podyplomowego). Tak więc szpitale kliniczne vel uniwersyteckie są jednostkami o znaczeniu strategicznym dla ochrony zdrowia w skali nie tylko regionu, ale i całego państwa. Urząd ministra zdrowia w sposób szczególny winien wiedzieć, że obecny stosunek do szpitali klinicznych musi prowadzić do paraliżu ich działalności statutowej, a nawet do zagłady. Kasy chorych nie są zainteresowane finansowaniem ani szpitali klinicznych, ani też instytutów naukowych będąc pod presją samorządów terytorialnych, które bronią finansowania ˝swego˝, tzn. placówek lecznictwa, które im bezpośrednio podlegają, zgodnie zresztą z reformą administracyjną państwa. System finansowania przez kasy chorych wszystkich placówek służby zdrowia na danym terenie, akademickich i nieakademickich, na zasadzie dzielenia biedy ˝po równo˝ oznacza, że wszystkie te placówki dostają za wiele pieniędzy, aby zostać zlikwidowane, i za mało, aby wykorzystać ich rzeczywiste możliwości wynikające z posiadanych warsztatów pracy i zasobów fachowej kadry lekarskiej. Nieprzestrzeganie zasad reformy ochrony zdrowia, której podstawowym założeniem miało być ˝pójście pieniędzy za pacjentem˝, który stałby się decydentem, komu powierza swoje podatki na ochronę zdrowia przeznaczone, były powodem wprowadzenia tzw. limitów przyjęć, które są niczym innym niż kartkami na zdrowie. Pacjent w obecnym systemie polskiej ochrony zdrowia nie jest podmiotem, ale przedmiotem, co nie ma nic wspólnego z duchem wspomnianej ustawy sejmowej. Jest smutne, że minister zdrowia tej prawdy nie zna lub znać nie chce. W tej sytuacji jest zrozumiała dążność resortu zdrowia do przekazania akademii medycznych Ministerstwu Edukacji Narodowej, dla którego to resortu wyższe szkoły medyczne stanowić będą w sposób naturalny następny trudny problem merytoryczny, organizacyjny i finansowy. Środowisko akademickie medyczne widzi w stosunku władz państwowych do medycyny uniwersyteckiej konsekwencje poglądu tych władz o ˝opozycyjności mafii profesorów medycyny˝ w stosunku do wprowadzonej reformy. Nie służy wyjaśnieniu, że pogląd ten jest błędny, fakt pozbawienia środowiska akademickiego możliwości dialogu z władzą na temat tak założeń reformy na etapie jej planowania, jak i obecnie na temat realizacji tej reformy w praktyce dnia codziennego. Sprawa istotnie wydaje się zbyt poważna, aby rozmawiać o niej z fachowcami.    Raz jeszcze z przykrością należy podkreślić, że odpowiedź pana ministra Piroga na moją interpelację poselską nie jest odpowiedzią merytoryczną przedstawiciela rządu odpowiedzialnego za politykę zdrowotną w Polsce. Czy taka polityka w ogóle aktualnie istnieje?    Odnosząc się do szeregu kuriozalnych wręcz stwierdzeń zawartych w odpowiedzi pana ministra Piroga, należy stwierdzić, że:    1. Minister zdrowia nie rozumie, iż materiałem dydaktycznym w szkoleniu przed i podyplomowym medyków jest chory. Tak więc drastyczne ograniczanie limitami liczby chorych, którzy mają prawo być leczeni w szpitalach klinicznych jest powierzeniem kasom chorych kształtowania możliwości dydaktycznych wydziałów lekarskich, co jest ewenementem w skali europejskiej!    2. Przykro mi, że pan minister podaje dane na temat hospitalizacji w Centralnym Szpitalu Klinicznym AM w Warszawie przy ulicy Banacha bez ich sprawdzenia ˝u źródła˝. W roku 1998, a więc w roku poprzedzającym wprowadzenie reformy, CSK AM w Warszawie hospitalizował 41 552 pacjentów. W roku 2000 liczba zakupionych świadczeń wynosi 25 775 hospitalizacji chorych, co stanowi 62% świadczeń udzielonych w roku 1998. Liczba porad udzielonych w ramach lecznictwa ambulatoryjnego tegoż szpitala w roku 1998 wynosiła 168 378, zaś Zakład Rehabilitacji CSK wykonał 100 669 zabiegów, zaś w roku 2000 limit wyznaczony przez kasy chorych to 82 460 porad, tzn. 49% wykonania z roku 1998. Dane zechce pan minister sprawdzić u pani mgr Elżbiety Makulskiej-Gertruda, zastępcy dyrektora ds. ekonomicznych CSK AM (telefon 823-64-11 wew. 12-19). Zdumiewające jest też to, że pan minister mówi o tym, że w roku 1998 CSK AM przyjmował ˝pacjentów spoza obszaru działania MRKCH˝. Pragnę uświadomić panu ministrowi, że w roku 1998 nie było jeszcze kas chorych ani ˝wiz˝, czyli promes dla leczenia się poza województwem zamieszkiwania ludności polskiej.    3. Stwierdzenie pana ministra, że: ˝Kliniki nie zwracają szczególnej uwagi na fakt, że część pacjentów nie powinna się tam w ogóle znaleźć, bo ich stan chorobowy nie uzasadnia świadczeń o najwyższym poziomie referen-cyjności˝ może świadczyć o tym, że albo resort nie wie, albo uważa, że poseł składający interpelację nie wie, że od dnia wprowadzenia reformy została zniesiona rejonizacja szpitali, także klinicznych, co skutkuje tym, iż w praktyce dnia codziennego szpitale uniwersyteckie stały się szpitalami powszechnie dostępnymi. To ma szczególne znaczenie dla lekarskich zespołów ostrodyżurowych wobec faktu, że ˝osoby starsze i przewlekle chore˝ są przywożone z rozmaitych miast i wsi województwa, dość często niestety w stanie, w którym odesłanie ich do szpitala powiatowego nie jest możliwe ze względu na zagrożenie ich życia w czasie transportu. Wysokospecjalistyczne kliniki CSK AM, zwłaszcza kliniki internistyczne (hematologii, endokrynologii, kardiologii itd.) stały się hospicjum dla umierających starców. Faktem też jest, że mimo próśb i apeli resort zdrowia nie kwapi się, aby pomóc w rozwiązaniu tej sytuacji.    4. Na jakiej podstawie pan minister podaje w wątpliwość zasadność przyjmowania chorych na ostrych dyżurach? Czy resort nie wie, że przyjmowani na ostrych dyżurach chorzy to także przypadki wchodzące w ramy narzuconego przez kasy chorych limitu, a więc przyjmowane przez kliniki ˝sobie na złość˝? Dlaczego pan minister przed ferowaniem takich twierdzeń uwłaczających kolegom lekarzom nie zapoznał się z aktualnym stanem i problemami izby przyjęć CSK AM? Czy pan się kiedykolwiek tam sam pofatygował?    5. W związku z ubóstwem kas chorych liczba chorych przekazywanych do leczenia przez inne kasy regionalne jest minimalna i nie decyduje o wzbogaceniu kas szpitali klinicznych. Podobnie liczba tak zwanych procedur wysokospecjalistycznych przyznawanych przez Ministerstwo Zdrowia z tych samych względów jest ograniczona, a w wielu przypadkach wysokość refundacji tych procedur z ledwością pokrywa rzeczywiste koszty.    6. I wreszcie ostatnie pytanie, chociaż niewyczerpujące tego ogromnego i złożonego problemu: Jak akademia medyczna ma przygotować do pracy swego absolwenta, który zgodnie z założeniami w swej masie ma być lekarzem rodzinnym, jeżeli będzie decyzją typu urzędniczego pozbawiona możliwości przyjmowania chorych reprezentujących szerokie spektrum patologii chorobowej? Zwłaszcza patologii najczęściej występującej w naszej populacji? Czy pan minister uważa, że lekarz ogólny winien być kształcony jedynie na tzw. ciekawych przypadkach, które w swej praktyce lekarskiej spotyka raz na kilka lat lub nie spotyka nigdy w życiu?    Kończąc, z ogromnym żalem stwierdzam, że odpo-wiedź pana ministra potwierdza opinię panującą w lekarskim środowisku akademickim, iż autonomia wyższych szkół medycznych jest niewygodna, także dla obecnego establishmentu. Stąd bowiem wychodzą i wychodzić będą krytyki wszelkich woluntarystycznych posunięć władz w odniesieniu do organizacji ochrony zdrowia w naszym kraju. Apeluję więc do nawiązania dialogu z tym środowiskiem ˝mafii profesorskiej˝, które zapewne ma wiele mądrych rzeczy do powiedzenia wszystkowiedzącym urzędnikom z Ministerstwa Zdrowia.    Z poważaniem    Poseł Longin Pastusiak    Warszawa, dnia 9 marca 2000 r.





Tworzenie Stron WWW Tworzenie Stron WWW Siedlce Tworzenie Stron WWW brain tumor types monety srebrne monety bulionowe kadry i płace Sejfy drzwi ranking kredytów wesela częstochowa drzwi tanie wizytówki tłumaczenia niemiecki niderlandzki tłumaczenie niemiecki rzeszów biuro tłumaczeń teksty pomysł na biznes bez wkładu pomysł na biznes bez wkładu pomysł na biznes bez wkładu